czwartek, 15 maja 2014

"W mroku zachłannej zarazy dzień rozświetla człowiek walczący za wszystkich"

Okładka książki Dżuma
Autor: Albert Camus
Tytuł: Dżuma
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 200
Moja ocena: 10/10

Często ludzie nie zdają sobie sprawy ze szczęścia, jakie doświadczają każdego dnia, więc nieistotne są drobne chwile, które składają się na nie. Czy mówimy wszystkim znajomym, że smakował nam świeżo upieczony chleb z masłem? Czy słyszeliśmy, jak ktoś mówi, że wielką radością dla niego jest słuchanie codziennych wiadomości w radiu, czekanie w korku, gdy spieszymy się do pracy lub uczenie się do klasówki, gdy mamy ochotę spotkać się ze znajomymi? Wolimy chwalić się tym, że kupiliśmy samochód prosto z salonu, na który odkładaliśmy od wielu lat, że wyjeżdżamy na urlop w Alpy, że dostaliśmy wielką premię w pracy. A gdzie miejsce na docenianie codziennych, błahych czynności, które nadają życiu sens i sprawiają, że dzięki nim życie nie jest puste? 

Gdy codzienność zostaje zakłócona jakiś niespodziewanym incydentem, nagle wszyscy żałują utraconej stabilności, choć dotychczas nie doceniali jej i nie dostrzegali, jaka jest ważna. Jej miejsce zastępuje dezorientacja, strach, poczucie zagrożenia. Jeszcze gorzej, gdy podczas takich zawirowań jesteśmy rozdzieleni z bliską osobą i musimy samotnie radzić sobie z przeciwnościami losu. Jak jednak być odważnym, gdy obok giną setki ludzi, a w każdej chwili to my możemy podzielić ich los? 

Oran w roku 194... to miejsce zagłady. Miasto znajdujące się w Algierze zostało nawiedzone przez śmiercionośną epidemię, która w swoim szale pochłania coraz to większą liczbę ofiar, nie zatrzymując się i nie patrząc, ile trupów za sobą zostawiła - dla tytułowej dżumy ważna jest ilość osób, które jeszcze mogą być chore. Miasto zostaje odizolowane, zamknięte na cztery spusty - nie można do niego wjechać, ale i nie istnieje możliwość opuszczenia go. Ludzie stają się więźniami. Gdy wszyscy tracą nadzieję i rezygnują, pomoc ludziom zaczyna nieść doktor Rieux, który nie poddaje się i próbuje wygrać walkę z chorobą w imieniu wszystkich mieszkańców francuskiej kolonii. 

Muszę przyznać, że ta książka to coś kompletnie innego niż dotychczas czytane książki. Słyszałam na jej temat wiele przychylnych opinii, dlatego postanowiłam zapoznać się z nią. Z niejakim wstydem przyznaję, że początkowo szło mi strasznie opornie. Nie mogłam się przemóc, nie trafiało do mnie, nie mogłam się wczuć w klimat, co chwila się rozpraszałam i w końcu zniechęcona stwierdziłam, że to nie dla mnie, dlatego odłożyłam na później i zajęłam się lżejszą literaturą, choć ta granatowo-żółta okładka ciągle przyzywała mnie do siebie. Starałam się to ignorować, lecz w końcu stwierdziłam, że nie warto jej przekreślać, a dać szansę. I wtedy dosłownie przepadłam w niej...

Zanurzając się w lekturze książki, stopniowo poznajemy miasto, w którym toczy się akcja. Wszystko opisywane jest szczegółowo - zaczyna się niepozornie, od kilku znalezionych szczurów, kończy się na epidemii pochłaniającej kolejne ludzkie życia. To, co uderza w twarz obuchem, to obojętność ludzi na cierpienia drugiego człowieka, żyją obok chorych, lecz staje się to dla nich codziennością i chlebem powszednim, zachowują się tak, jakby nic ich to nie obchodziło oraz nie dotyczyło. A wtedy pojawia się doktor Rieux, który na przekór wszystkim zaczyna próbować walczyć - pomaga chorym, opiekuje się nimi, ciągle ma wizyty lekarskie i nie ma ani chwili spokoju. Dzięki jego determinacji zyskuje towarzyszy, którzy wspierają go w tym - Tarrou, Rambert... Nie brakuje przeciwników, którzy krytykują ich pracę, lecz oni ciągle robią swoje, bo to staje się sensem ich życia - walka o przetrwanie innych staje się ważniejsza niż ich własne zdrowie. 

Wszystko wydaje się być dopracowane w najmniejszym szczególe, nie znalazłam niczego, do czego mogłabym chcieć się przyczepić. Może tylko to, że zdecydowanie za szybko się skończyła. Całość jest bardzo realistycznie przedstawiona, ma się wrażenie, jakby było się uczestnikiem wszystkich wydarzeniem, jakby było się przy chorych w krytycznych momentach, jakby razem z ludźmi cieszyło się z powodu końca choroby. Nie da się obojętnie czytać tej książki, gdyż naszpikowana jest emocjami i uczuciami, jest jednym wielkim fenomenem.


Ciekawe jest w "Dżumie", że nie trzeba odczytywać jej tylko dosłownie, ma też drugie znaczenie. Analogii do choroby należy doszukiwać się w wojnie - sytuacja opisana w książce pasuje jak ulał, prawda? Wszystko jest kompatybilne i zastanawiające jest, czy autor celowo opisywał wojnę pod przykrywką dżumy, czy jednak wszystko było opisywaniem epidemii, a wojna dopasowała się do tego sama. Lecz jakkolwiek by nie było - panowie, czapki z głów, oto geniusz!

12 komentarzy :

  1. Miałam dwa podejścia do tej książki. Pierwsze kompletnie nieudane. Drugie nieco lepsze. Udało mi się skończyć powieść, ale z trudem. Ciężko napisana, trochę rozwleczona, ale warta uwagi za ciekawie skonstruowane i różnorodne postacie. Ja również polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje czytanie tej książki skończyło się tylko na streszczeniu. Tak. Wiem. Wstyd.
    Ale cóż. Liceum. Dawne czasy....

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również nie czytałam, a teraz okropnie żałuję. Obiecałam jednak sobie, że zdecydowanie muszę nadrobić tak istotne lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze wspominam "Dżumę", która idealnie obrazuje charaktery ludzkie i podejście do pewnych spraw. Wartościowa lektura, skłaniająca do refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna książka. Mile ją wspominam. Pamiętam, że zrobiła na mnie duże wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam w liceum tę książkę.na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno kiedyś przeczytam, ale na razie nie czuję się jeszcze na nią gotowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dżumę pamiętam z czasów szkolnych, chociaż jak przez mgłę. Niemniej jednak wiem, że ,,wtedy'' nie zrobiła na mnie zbyt pozytywnego wrażenie. Może dlatego, że byłam zbyt mało dojrzała emocjonalnie i nie potrafiłam znaleźć ,,głębi'' tej książki, ale teraz spróbuje raz jeszcze się z nią zmierzyć, bo twój punkt widzenia zaintrygował mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedna z lepszych szkolnych lektur bo pozostaje w pamięci ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako lektura, ta ksiązka dopiero przede mną. Cóż, może się z nią zaprzyjaźnię^^


    notreportefeuille.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. ulubiona postać z książki, to lekarz poprawiający przez całą powieść zdanie o Lasku Boulońskim.. Dawno czytałem

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka