sobota, 17 maja 2014

"W krainie kulinarnych rozkoszy, gdzie zapach curry przeplata się z aromatem ziół prowansalskich i gałki muszkatołowej"

Okładka książki Podróż na sto stópAutor: Richard C. Morais
Tytuł: Podróż na sto stóp
Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 312
Moja ocena: 7/10

Część ludzi potrafi gotować, część nie. Jedni potrafią przyrządzić najlepsze na świecie pierogi "jak u mamy", inni przypalają nawet wodę. Jednym eksperymentowanie w kuchni sprawia radość i pozwala odkrywać nowe receptury, dla innych kończy się ono niepowodzeniem i postanowieniem, że nigdy więcej nie przygotują nawet jajecznicy. Czy można jednak wyuczyć się talentu kulinarnego? A może to coś, z czym człowiek się rodzi i nie dane jest się tego w żaden sposób nauczyć, można jedynie dopracowywać? 

Istnieje teoria według której raz na pokolenie rodzi się człowiek, który jest geniuszem w sferze gotowania. Potrafi wyczarowywać w kuchni potrawy, które nikomu nigdy się nie śniły, tworzyć wykwintne cuda z niczego. Ma niesamowity zmysł smaku i powonienia - wszystko w jego daniach jest idealnie skomponowane - nie ma wrażenia, że coś nie pasuje. Bycie szefem kuchni nie jest jego pracą - taka osoba jest artystą dążącym do perfekcji. Co najciekawsze, najczęściej wszystko co powiązane jest z gotowaniem, przychodzi jej z łatwością i nie musi wkładać w to wysiłku, wystarczy odrobina serca i pasji. 

Hassan Haji przychodzi na świat w Indiach, gdzie od dziecka zaznajamia się z tajnikami rządzącymi prowadzeniem restauracji, gdyż tym zajmuje się jego rodzina zamieszkująca Bombaj. Przy licznych członkach rodziny zapoznaje się z tradycyjną kuchnią hinduską - pełną wonnych i aromatycznych przypraw, pikantnych dodatków, ostrych mięs i sosów, a także uczy się, jak być mistrzem. Wszystko zdaje się przebiegać łatwo i bez przeszkód, gdy pewne wydarzenie sprawia, że całe życie rodziny odmienia się nie do poznania, dlatego ojciec Hassana decyduje się na emigrację do odległej i odmiennej Anglii. To jednak nie koniec jego wędrówek, ponieważ jakiś czas później wybywają do Francji, gdzie młody mężczyzna zaczyna odkrywać swój nieprzeciętny talent i spełniać swoje marzenia wśród niekończącej się ferii aromatów i smaków. 

To, co trzeba przyznać tej historii, to fakt, że podczas jej czytania byłam ciągle głodna i ślinka napływała do ust bez przerwy. Wszystko jest tak obrazowo przedstawione, że ma się przed oczami wszystkie fiksacje kulinarne Hassana i nie sposób poczuć burczenia w brzuchu. Miałam wrażenie, że wraz z tym utalentowanym kulinarnie mężczyzną i jego ojcem chodziłam po bazarach i szukałam najlepszych jakościowo towarów, że razem z Madame Mallory siedziałam na mrozie pod restauracją, że byłam jednym z gości zachwalających kuchnię Hassana i delektujących się jego dziełami. Każdy szczegół oddziałuje na zmysły i pozwala zatonąć w tej opowieści.

Ale, ale... czegoś mi jednak brakowało. Może tego, że tak naprawdę pomijając opisy pyszności wymienianych na kartkach książki, to tak naprawdę brakuje w niej fabuły, co po pewnym czasie zaczyna denerwować? Choć może źle to ujęłam, fabuła jakaś jest, lecz została zdominowana przez natłok kulinarnych harców. Historia przyciąga do siebie, lecz czy może do końca wciągnąć, skoro tak naprawdę nie ma w niej aż tak przełomowych i zapierających dech w piersiach wydarzeń? 

To, co jest kolejnym minusem, to pochlebne opinie na książce - nie ma żadnego opisu na okładce ani wewnątrz, są jedynie krótkie recenzje, które mają zachęcić, a mnie zazwyczaj tylko odstraszają, gdyż wiele razy okazało się, że są niesłuszne i przesłodzone. W tym przypadku wybór książki nie należał do mnie, ponieważ jest to wygrana na pewnej stronie, jednakże sądzę, że gdybym zobaczyła ją w księgarni oraz tę ilość lukru, to pewnie mój wybór nie padłby na nią i zostałaby odłożona z powrotem na sklepową półkę.

Całość jest przyjemną lekturą, przy której można się zrelaksować i odpocząć, ponieważ nie jest wymagająca, a czytanie idzie nadzwyczaj sprawnie i szybko, dlatego nawet nie idzie się spostrzec, gdy się zauważa, że właśnie przeczytało ostatnią stronę. Może dla kogoś będzie też źródłem inspiracji w kuchni, może niejedna osoba po przeczytaniu na nowo przekona się do gotowania i zacznie swoje próby, albo dopiero ktoś je rozpocznie? Ja na pewno zostałam szczerze zachęcona, gdyż książka pokazuje, że gotowanie nie jest czymś, co można tak o bez serca zrobić - do tego potrzeba wiele uczucia. 

8 komentarzy :

  1. Czytałam kiedyś książkę "Przepiórki w płatkach róży" i temat gotowania tam również dominował i wypełniał inne wątki, ale mnie jakoś to nie przeszkadzało. I zgodzę się w pełni, takie książki niezmiernie przekonują do sztuki kulinarnej. Zachęciłaś mnie tym tytułem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o tej książce nie słyszałam, wcześniej jakoś nie interesowała mnie tematyka książek poświęconych sztuce kulinarnej, dlatego nic w tym dziwnego. Ale skoro udało mi się Ciebie zachęcić do tej książki, to się cieszę, żałowac nie powinnaś. ;)

      Usuń
  2. Mnie właśnie najbardziej w takich książkach kuszę wyczuwalne smaki i aromaty. Musze przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pod tym względem książka nie powinna Cię rozczarować, jeśli ją przeczytasz - zapachy i smaki są na każdej stronie, wręcz się z nich wylewają!

      Usuń
  3. Ja jestem kulinarnym beztalenciem ale niestety muszę gotować, aby jakoś wyżywić swoją rodzinę.
    Co do samej książki brzmi ciekawie. Co prawda nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale chętnie ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro gotujesz dla rodziny, to oznacza to, że jednak jakieś umiejętności masz w kuchni, a więc mniej krytyki dla siebie! :)

      Usuń
  4. Szkoda, że fabuła została zdominowana przez całą resztę... W takim razie się nie skuszę, bo nie chcę czytać samych przepisów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też mnie lekko bolało, bo niby było fabuła, ale taka... no kiepska i potraktowana nieco po macoszemu, bo jednak bardziej autor skupił się na pobudzaniu u czytelnika uczucia głodu. :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka