wtorek, 27 maja 2014

"Starcie wody z ogniem - Jezus kontra Piłat"

Okładka książki Moje Ewangelie
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Moje Ewangelie
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 156
Moja ocena: brak 

Chyba każdy z nas zna osobę głębokiej wiary - człowieka, dla którego wizyta w kościele nie jest karą i obowiązkiem a przyjemnością, dla którego modlitwa to moment mistyczny, gdy może porozmawiać z Bogiem, dla którego Pismo Święte to najpiękniejsza na świecie księga, którą mógłby czytać ciągle, bo zawsze odnajduje w niej prawdę. Równocześnie są osoby, które jak pies do jeża podchodzą do spraw religii, wiary i teologii. Otaczają nas i jedni, i drudzy - czasem to tych pierwszych jest więcej, czasem ich antagonistów. 

A jaki stosunek do wiary miał Jezus? Czy ten człowiek stawiany wielu ludziom za wzór był rzeczywiście takim ideałem jeśli chodzi o wyznawaną przez niego religię? Czy od początku był świadomy brzemienia ciążącego nad nim i misji, która już przed jego narodzinami spoczywała na jego barkach? Czy zdawał sobie sprawę, jak wielki wpływ będzie miał na dotychczasowe życie wszystkich ludzi i jak wielu z nim odmieni je? 

Książka składa się z dwóch oddzielnych części, jednak powiązanych ze sobą. Pierwsza to pamiętnik Chrystusa, dzięki któremu poznajemy jego życie przed śmiercią - Jezus nie miał pojęcia o swoim przeznaczeniu, a dopiero z czasem je odkrył, gdy coraz bardziej zanurzał się w religii. Wzbudzał ogromne kontrowersje w swojej rodzinnej miejscowości, ponieważ nagle zaczął zadawać się z ludźmi wątpliwej reputacji - towarzyszyli mu biedacy, partacze i prostytutki, co nie było powodem do dumy dla jego bliskich. W swoich wspomnieniach Jezus daje świadectwo swej wierze, która przybywała do niego stopniowo - niejednokrotnie miewał chwile zwątpienia, a jednak do końca dążył do wypełnienia swego zadania. Całość jest umiejscowiona w czasie, gdy Jezus przebywał w Ogrójcu, jednak ciągle obecne są retrospekcje, przenoszące czytelnika w wydarzenia z przeszłości. 

Druga część książki Schmitta to dialog, który jest prowadzony przez Poncjusza Piłata i Sekstusa, oraz pamiętnik Piłata - jest on osobą, która jest pozbawiona jakiejkolwiek wiary, więc gdy dowiaduje się, że Jezus powstał z martwych, zaczyna swoje prywatne dochodzenie. Nie wierzy, by Chrystus był prawdziwym synem Boga, dlatego rozważa kolejne teorie zdemaskowania całej maskarady, którą według niego jest teoria zmartwychwstania. Ciekawym zabiegiem jest zestawienie tych dwóch osób - Jezusa, który był niewinną ofiarą, i Piłata - człowieka-kata, osoby, która na śmierć go skazała. 

Trudno jest mi się wypowiedzieć o tej książce, głównie dlatego, że jestem nią bardzo, ale to bardzo zawiedziona. Uwielbiam Schmitta, a tutaj spotkał mnie wielki zawód, po prostu liczyłam na coś kompletnie innego i odmiennego, a rozczarowałam się na całej linii, tylko dlaczego? 

TO JUŻ BYŁO. Ledwie miesiąc temu udało mi się przeczytać książkę "Ewangelia według Piłata", która poruszała identyczny wątek i tematykę, a pozycją tą byłam szczerze zachwycona, gdyż bardzo przypadła mi do gustu. Gdy w ostatnich dniach nawiedziłam swoją bibliotekę i zobaczyłam tę książkę, od razu stwierdziłam, że muszę ją przeczytać, bo ciekawa byłam tego, co jeszcze Schmitt mógłby wymyślić na temat tych dwóch charakterystycznych postaci - przecież jedna z nich odmieniła losy całego świata! Więc otwieram sobie książkę, czytam, czytam, czytam... i nagle: deja vu!

Przeczytałam wcześniej opis na tyle okładki, w której było wyraźnie napisane, że książka jest powrotem do wątków poruszonych w "Ewangelii...", jednak nigdzie nie zostało napisane, że cała pierwsza część to kropka w kropkę zżynka (sprawdziłam!), a druga to idealne powtórzenie całej fabuły o Piłacie, tyle, że nie w formie samych listów - dochodzą jeszcze dialogi. Stąd też bardzo niemiłe rozczarowanie, gdyż liczyłam na poszerzenie wcześniejszej książki, a nie jej kalkę...

Gdybym nie miała wcześniej okazji czytania "Ewangelii...", uznałabym, że cała ta książka jest wybitna i świetnie napisana, jednak odgrzewany kotlet nie jest w moim guście. Przy tej książce zdecydowałam się powstrzymać od wystawiania noty, bo szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak ją ocenić - wysokiej oceny dać nie mogę, gdyż jest to powtórzenie, a niskiej też mi się nie uśmiecha, możliwe, że ze względu na autora, może to ze względu na fakt, że coś w tej książce jest. Tę pozycję mogę polecić wszystkim, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z "Ewangelią według Piłata" - jeśli jesteście już po jej lekturze, to czytanie tej książki nie ma sensu, gdyż nic nowego nie wnosi, a powiela wszystko. Szkoda, szkoda, szkoda. 

3 komentarze :

  1. Książka zdecydowanie nie dla mnie, ale opisałaś ją świetnie. Dla wielbicieli autora, Twoja recenzja będzie idealnym drogowskazem (by odpuścić ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście trudno ocenić książkę, która stała się dla Ciebie powieleniem. Dla mnie z pewnością byłaby swoistą nowością, więc może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie czytałam "Ewangelii...", dlatego myślę, że "Starcie wody z ogniem - Jezus kontra Piłat" nie będzie dla mnie odgrzewanym kotletem, tylko czymś naprawdę nietuzinkowym. W każdym razie chce zaryzykować i przekonać się o tym osobiście.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka