piątek, 9 maja 2014

"Śmierć wśród płomieni niczym jest wobec ogromu ludzkiej miłości..."

***
Lasy płonęły -
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs
do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy
***




Tym razem postanowiłam postawić na coś innego niż recenzja. Są chwile, gdy nie mam ochoty na żadną książkę - potrzebuję chwili, którą mogłabym poświęcić na coś nieporównywalnie krótszego niż najcieńsza książeczka, na coś, co objętościowo może zmieścić się na małym karteluszku, lecz zawierającego przesłanie o wiele głębsze i piękniejsze niż niejedno opasłe tomisko. 

Na momenty, gdy ogarnia mnie nostalgia, odrobina zamyślenia i szczypta smutku, zawsze idealnie pasuje poezja. Staram się być otwarta na różnych twórców, jednak mam niewielkie grono ulubieńców, gdzie na piedestale stoi Zbigniew Herbert. To, co ten mężczyzna wyczyniał ze słowem, to jednym słowem magia. Był poetą, który potrafił pisać o podniosłych rzeczach, używając prostych słów. Jego kunszt doceniali ludzie na całym świecie, według mnie ogromnym nieporozumieniem jest brak uhonorowania jego twórczości Literacką Nagrodą Nobla, gdyż zasługiwał na to jak niewielu innych...

Nie chcę tu analizować wiersza niczym polonistka - nie dla mnie sprawdzanie, czy występują rymy żeńskie czy męskie, wyszukiwanie środków stylistycznych, badanie czy posiada metrum - przy tekstach z grupy "liryka"  nie zwracam uwagi na coś takiego. Najważniejsze jest to, czy utwór potrafi mną poruszyć. Czy umie chwycić mnie za serce, wszczepić się w nie mocno, przebić wszystkie tkanki, wejść do środka i nie patrząc na ścisk panujący w nim, wepchnąć się między innych, ulokować i tam pozostać już na zawsze. Czy potrafi skłonić do refleksji, sprawić, że przez wiele godzin będę myślała jedynie o nim doszukiwała się ukrytych sensów i zamiarów, próbowała zrozumieć to, co poeta chciał mi przez niego przekazać, na co zwrócić uwagę. Bo poezja moi mili, to czas, by powiedzieć: "STOP""; zatrzymać się, usiąść i zatopić w myślach. 

Często by zrozumieć poemat, należy znać biografię autora - jest ona niezwykle ważna przy interpretacji, ponieważ niejednokrotnie doświadczenia i przeżycia twórcy miały wpływ na jego twórczość - i tak jest w tym przypadku. Czy to na pewno owe lasy płonęły? Przy wczytaniu się w historię życia Herberta dowiadujemy się, że przeżył II wojnę światową, znając choć część jego dzieł wiemy, że to tematyka obecna nie raz i nie dwa. Łatwo jest się w ten sposób domyślić, że las i krycie się w nim pary to tylko zasłona, bo utwór dotyka miłości podczas wojny.

Dwoje zakochanych nie zważa na szalejący wokół nich śmiercionośny żywioł - w obliczu ich uczucia nawet pożegnanie się z życiem schodzi na dalszy plan i nie odgrywa dla nich znaczącej roli. Wojenna zawierucha nie ma najmniejszego znaczenia, bo dla każdego z nich liczy się tylko partner i każda sekunda z nim jest na wagę złota. To miłość pełna niesamowitej odwagi i męstwa - jak waleczne trzeba mieć serce, by nie podążać śladem innych ludzi do ukrycia, a być pochłoniętym tylko osobą obok! Żadne z nich nie okazało ani cienia zawahania, byli do końca pewni swej bezgłośnej decyzji, dlatego do końca trwali przy sobie, nie martwiąc się nadchodzącym końcem ich doczesnego życia, a szepcząc do ucha, wśród dymu i szalejącej pożogi wojennej, wyznania miłości. 

Znane jest powiedzenie, w myśl którego miłość nie zna granic, jest wieczna i nawet śmierć nie jest w stanie jej przeszkodzić. Czy objęci zakochani, nie pokazywali właśnie, że ich uczucia nie przezwycięży coś tak błahego jak ogień? Czy nie ukazywali, że są ponad tym? Czy nie pokazywali, że wierzą, że ich miłość jest w stanie uchronić ich przed rozłąką w życiu wiecznym i zapewnić połączenie po śmierci, by na wieki móc radować się sobą? Leżący pod jednym kocem ludzie dawali przykład miłości pozbawionej strachu - wzajemnie dodawali sobie otuchy, sprawiali wrażenie jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, co wokół nich się dzieje - szalejącej wojny! 

Pod sam koniec ich życia, gdy zdawali sobie sprawę z czekającej ich przyszłości i nieodwracalności losu, nie zajmowali się paniką. Głęboko wpatrywali się w swe oczy, po czym zamknęli je mocno, jakby chcieli zachować widok swej połowy na wieki, nawet po śmierci - to z tym obrazem pod powiekami chcieli zasnąć snem wiecznym. Chwilę przed finałem zaczynają zdawać sobie sprawę z tragicznego końca, czekającego ich bólu, czego symbolem są łzy płynące po twarzy, znak ich bezbronności w rękach losu, a także delikatności ich emocji. A może krople symbolizowały wizję rozstania z ukochaną istotą? Ważnym jest, że byli do siebie podobni jak owe dwie łzy - do końca w identyczny sposób wierzyli w swoją miłość, nie okazywali ni lęku, ni zwątpienia - "do końca byli mężni". Swą postawą udowodnili, że uczucie Erosa jest w stanie przezwyciężyć każde przeciwieństwo.

Uwielbiam poezję miłosną, która pokazuje miłość w piękny, dosłownie wyciskający łzy z oczu sposób. Gdy jednak mam przed sobą coś, co napisane zostało przez Herberta, to wiem, że czeka mnie coś niezwykłego. Ciężko mówić o swoich odczuciach po przeczytaniu tak przejmującej historii, zawartej w dwudziestu wersach utworu. Wzruszenie to nie jest dobre określenie. Przejęcie też odpada. Więc jak określić słowami to, co ten niezbyt długi poemat uczynił ze mną? Nie da się. Po prostu się nie da. I to jest dla mnie niesamowite - stosunkowo łatwo przychodzi mi opisywanie odczuć po skończeniu książki, nawet najlepszej. Dlaczego jednak nie umiem mówić o emocjach towarzyszących mi po ostatniej literze kończącej utwór? Nie mam pojęcia.

2 komentarze :

  1. Widzę, że masz tez drugą, romantyczną i nostalgiczną naturę ;) Świetny post, choć pewnie w pełni go nie docenię ponieważ nie czytam, nie lubię i nie rozumiem poezji, w tym względzie mam poziom wrażliwości krokodyla... Może kiedyś przyjdzie na to czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, należę do osób, które zawsze są zachwycone takimi utworami. Od czasu do czasu lubię, jednak naprawdę stosunkowo rzadko - musi być odpowiedni klimat i nastrój. Są gusta i guściki - jedni lubią Bacha, inni Marilyna Mansona, trzeci za to Justina Biebera, tak jest i z literaturą , a świetne jest, że ludzie różnią się pod względem gustu, bo gdybyśmy wszyscy lubili to samo, to byłoby zbyt nudno. ;)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka