wtorek, 6 maja 2014

"Jeśli jutro umrę, to dziś czas na zabawę! Hmm... zacznijmy od seksu, jak szaleć to szaleć!"

Zanim umrę - Jenny DownhamAutor: Jenny Downham
Tytuł: Zanim umrę
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 272
Moja ocena: 5-/10

Czy istnieje sposób na radzenie sobie z nieuleczalną chorobą? Czy można zwalczyć własne lęki związane z nią? W jaki sposób postępować, gdy śmierć nie jest tylko mglistym widmem, a nieuchronną rzeczywistością, która nieustępliwie coraz bardziej się przybliża? Czy popadać w załamanie i apatię lub antagonistycznie nie przyjmować do siebie wiadomości o coraz bliższym końcu? A może należy pogodzić się z prawdą, lecz czerpać z życia garściami w czasie, który pozostał? 

"Zanim umrę" to kolejna historia o niezbyt pozytywnej tematyce, którą tutaj recenzuję. Przeżywam różne drobne fascynacje danymi zagadnieniami, a obecnie padło na książki niezbyt optymistycznie nastawiające, w których poszukuję uniwersalnych prawd o ludzkim życiu - jego kruchości i nietrwałości, ale także o wartościach w nich zawartych, takich jak miłość, przyjaźń, oddanie, poświęcenie i odwaga. Czy w tej książce udało mi się coś z tej małej plejady uczuć odnaleźć? 

Powieść jest ukazaniem życia szesnastoletniej Tessy, która choruje na raka i zdaje sobie sprawę ze swojej sytuacji. Rozumie, że nie dożyje sędziwego wieku, nie doczeka się swojej emerytury i gromady wnuków, jednak postanawia wykorzystać czas, który jej pozostał i sporządza listę dziesięciu rzeczy, których chce doświadczyć przed śmiercią, a priorytetem w tej kwestii jest dla niej seks. Na dalszych miejscach znajdują się przestępstwa, narkotyki bądź nauka jazdy, a w realizacji pragnień ma jej pomóc najlepsza przyjaciółka. Z czasem jednak okazuje się, że dziesięciopunktowa lista to stanowczo za mało, dlatego dziewczyna stopniowo ją powiększa.

To, co uderza w książce obuchem w twarz, jest jej płytkość i niefrasobliwe podejście do tematu - niby jest poważnie, bo przecież wszystko oscyluje wokół białaczki i śmierci, a jednak przez zachowanie głównej bohaterki ma się wrażenie, że jest to zwykła powiastka dla nastolatek o niczym. Odnosiłam wrażenie, że Tessa ma ptasi móżdżek - nieobce były jej skrajnie nieodpowiedzialnie zachowania, nie przejmowała się uczuciami innych osób, ważna była tylko ona, egoizm w najczystszej, pierwotnej postaci. Myślę, że z pewnością dogadałaby się z filozofami nurtu epikureizmu, dla których hasłem było "Carpe diem! - Żyj chwilą!". 

Pozostali bohaterowie również byli osobami, które dla mnie pozostawiły wiele do życzenia. Mam taki nawyk, że w nawet najgorszej powieści staram się znaleźć postać, która wydaje mi się sympatyczna i przez nią staram się nie skreślać całej książki, nawet jeśli fabuła leży jak prosiaczek oraz leży i krzyczy, dlatego przyznaję z ciężkim sercem, ale i zaskoczeniem... było ciężko! Bo każdy w jakiś sposób działał mi na nerwy, coś maruda ze mnie się zrobiła.

Język, w którym książka została napisana jest bardzo prosty w odbiorze i nieskomplikowany, dlatego przeczytanie całej książki to chwila czasu. W tym przypadku dla mnie to pozytyw, ponieważ nie jestem pewna, czy umiałabym dłużej wysiedzieć z tą historią. Przesłanie niesione przez nią jest godne uwagi, gdyż pokazuje, że warto nawet przed śmiercią nie rezygnować z marzeń i walczyć o ich spełnienie, lecz niestety realizacja pomysłu pozostawia wiele do życzenia, dlatego po zakończeniu książki odczuwałam sprzeczne uczucia. Z jednej strony była ulga - Boże, w końcu skończyłam!; z drugiej pozostała odrobina żalu i niesmaku, gdyż książka ma w sobie zmarnowany potencjał, a szkoda...

4 komentarze :

  1. Tematyka bardzo poruszająca, dlatego szkoda, iż została potraktowana niefrasobliwie. Takie płytkie podejście od razu zaniża wartość i jakość tej książki, więc ja jednak spasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też zależy od czytelnika - znam osoby, dla których ta książka była bardzo odkrywcza, gdyż spodobało im się połączenie wspomnianej powieści dla nastolatek o niczym z chorobą, ale ja odnosiłam wrażenie, że to się kompletnie ze sobą gryzie i wcale nie pasuje. Jeśli natomiast ktoś lubi coś takiego, to powinno mu się spodobać. Bo książka jednak potrafi wzruszyć, udało jej się ze mnie łzy wycisnąć na sam koniec, czyli widocznie nie jest może takim gniotem i coś w niej więcej jest. ;)

      Usuń
  2. Połączenie wizji śmiertelnej choroby z takim lekkomyślnym podejściem pokrzywdzonej, wydaje mi się być niezłym połączeniem, ale oczywiście, jeśli wszystko byłoby przedstawione w wyważonych ilościach. A tu, widzę wszystko zdaje się być przesadzone. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również czytałam tę książkę,ale mam o niej dużo lepsze zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka