poniedziałek, 12 maja 2014

"Hmm... nie mam faceta. Ale ten od Darcy jest w porządku, co z tego, że to moja przyjaciółka?"

Okładka książki Coś pożyczonegoAutor: Emily Giffin
Tytuł: Coś pożyczonego
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 400
Moja ocena: 5+/10

Spora część z nas ma awersję do pożyczania swojej własności innym osobom - nieważne, czy to przelotny znajomy, sąsiad czy przyjaciel. Nie użyczymy im ulubionej sukienki, najnowszej gry na konsolę lub świeżo nabytej książki, z którą cackamy się niczym z jajkiem. Jedni to rozumieją, dla innych to dziwne. Jedni się z tym godzą, inni biorą bez naszej zgody. Co jednak zrobić, gdy coś, co od nas "pożyczono", jest naszym narzeczonym?

Rachel jest prawniczką nienawidzącą wszystkiego, co z nią samą związane: swojej pracy i czepiającego się szefa, swojej osobowości podobnej do charakteru potulnej owcy, ciała z wieloma niedoskonałościami, a najbardziej to faktu, że kończy trzydzieści lat, a na koncie ma jedynie kilka epizodycznych związków i brak szans, by w najbliższej przyszłości uległo to zmianom. Los bywa przekorny, dlatego jej najlepsza przyjaciółka Darcy jest jej całkowitym przeciwieństwem - posiada mało wymagającą pracę w PR przynoszącą bajeczne dochody, idealną sylwetkę jak z okładek czasopism, pewność siebie i przebojowy charakter. A co najgorsze - przygotowuje się do ślubu z mężczyzną idealnym. Nocą poprzedzającą jej urodziny dochodzi do wydarzeń, których nikt nie przewidział - Rachel "pożycza" od Darcy jej narzeczonego Dexa, przez co życie wszystkich zmienia się o 360 stopni. 

Cała historia opowiadana jest z perspektywy Rachel, której niestety nie udało wkraść się u mnie w łaski. Szczerze próbowałam ją polubić przez całą książkę, ale nie udawało mi się. Bo jak zapałać sympatią do kogoś, kto za nic ma przyjaźń od piaskownicy i zdradza swoją przyjaciółkę, odbierając jej narzeczonego niedługo przed ślubem? To, co raziło mnie w książce, to ustawiczne zwalanie winy na Darcy - "bo ona jest popularna, bo jest piękna, bo ma wszystko, etc.", tak jakby to Darcy była winna romansu. Rachel nie potrafiła w mojej opinii wziąć odpowiedzialności na swoje barki - zadurzyła się, no trudno, bywa i tak w życiu, lecz kłamstwo zawsze wychodzi na jaw, a zwalanie wszystkiego na przyjaciółkę to już niestety nie dość, że perfidne, to jeszcze takie szukanie winy we wszystkich, byle nie w sobie - nieudolna próba stłumienia wyrzutów sumienia poprzez ciągły płacz na kartach powieści jaka to ona biedna, bo a) odebrała przyjaciółce narzeczonego, b) kocha go, a on nadal spotyka się z nią, c) nie wie, co ma w końcu zrobić. Słabo, słabo...

Ku mojemu zdziwieniu mocno polubiłam Darcy. Pierwszy raz w życiu nie przeszkadzało mi, że jest bohaterką idealną, która okręciła świat wokół swojego palca, może dlatego, że było mi jej żal? Była nieświadoma zdarzeń rozgrywających się za jej plecami, bo kto mógłby przypuszczać, że najlepsza przyjaciółka i pierwsza druhna sypia z jej przyszłym mężem. Ze wszystkim przychodziła do niej, ponieważ było to dowodem na zaufanie, jakim darzy Rachel, choć z drugiej strony mogło być odrobinę uciążliwe. Mimo, że miała swoje skazy, to jednak jej bohaterka potrafiła o wiele bardziej do mnie przemówić.

Książka strasznie mnie zmęczyła - ile można czytać żalenia się jakiejś osoby na to, że jest wiecznie poszkodowana, że ma taką a nie inną przyjaciółkę, że nie może patrzeć na nią z jej ukochanym?! Dokończyłam, bo byłam ciekawa tego, jak się wszystko rozwiąże, lecz jakoś mało pozytywnych wrażeń związanych z tą historią zostało u mnie. Może po prostu nie zrozumiałam tej miłości, bo uważam, że szczęścia jednych nie można budować na krzywdzie innych. 

10 komentarzy :

  1. W zupełności zgadzam się z Twoją recenzją :) Poza tym nie rozumiem fenomenu popularności książek Giffin, bardzo zmęczyła mnie lektura wyżej wspomnianej oraz pozostałych dwóch części.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to też dziwne, zastanawiałam się wielokrotnie gdzie fajerwerki, bo tego spodziewałam się po entuzjastycznych recenzjach innych osób, a tu takie mierne popłuczyny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również zaczęłam czytać ten tytuł i po kilkudziesięciu stronach zrezygnowałam. Ale inna książka autorki tj "Pewnego dnia" mile mnie zaskoczyła:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdaje się, że posiadam ten tytuł u siebie na półce, jednak nie miałam okazji się z nim zaznajomić, jak i z twórczością autorki, no cóż chyba dalej nie będzie mi spieszno na to spotkanie. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam dawno temu, więc ciężko mi się teraz wypowiedzieć :) chyba nie lubiłam ani Darcy ani Rachel :) Potem sięgnęłam po kontynuację "Coś niebieskiego", a jeszcze wcześniej przeczytałam "Dziecioodporną" :) na półce zalega jeszcze "7 lat później"

    OdpowiedzUsuń
  6. Do tej pory przeczytalam tej autorki "Dziecioodporną" i nawet lektura tej książki nie była taka zła. Do tej być może również zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyjątkowo mi się podobała ta książka ;) dobrze ją wspominam, choć czytałam już dawno temu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam dotychczas nic tej pani ale jakoś wyjątkowo nie mam ochoty. Zwłaszcza, że nie lubię męczących książek. Przecież czytanie ma być przyjemnością! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczne zdanie. Tylko, że mam drobny problem, który polega na tym, że nie przepadam za zostawianiem książek niedokończonych, wolę się zawsze przemęczyć i jakoś wytrwać do końca. ;)

      Usuń
  9. Aż wstyd się przyznać, ale a Giffin czaję się już od nie pamiętam kiedy i ciągle coś mi przeszkodzi...
    Ale po Twojej opinii widzę, że nie mam czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka