środa, 7 maja 2014

"Elfy, skrzaty, gnomy... - miejcie się na baczności! Oto nadchodzi Meghan Chase!"

Żelazny król - Julie KagawaAutor: Julie Kagawa
Tytuł: Żelazny król
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Moja ocena: 6/10

W dzieciństwie rodzice przed zasypianiem obowiązkowo czytali mi wybraną przeze mnie baśń. Najczęściej wybór padał na jakąś historię o księżniczkach i gotowych im służyć aż do śmierci rycerzach, od czasu do czasu zdarzało im się jednak roztaczać przede mną wizję życia w magicznym uniwersum, pełnym tajemniczości i niezwykłości - gdzie na porządku dziennym są jednorożce, skrzaty, chochliki i elfy. Po zakończeniu czytania zdarzało mi się marzyć, by snute historie nie były jedynie zwykłą bajeczką na dobranoc dla dziecka, a odległą prawdą, mimo że wiedziałam, że to niemożliwe. Jaka byłaby wtedy moja reakcja, a jaka teraz, gdyby okazało się, że równolegle do nas istnieją owe czarodziejskie stworzenia? 

Obecnie większość z ludzi to typ niedowiarków, dopóki nie zobaczą, nie dotkną, nie poczują namacalnie - nie uwierzą. Dzisiejszy świat to świat wiecznego udowadniania, stawiania tez i potwierdzających/obalających je argumentów, naukowych wywodów popartych szeregiem doświadczeń - brak miejsca na jakiekolwiek luki, niedopowiedzenia. Zapewne niewielu z nas uwierzyłoby na słowo, gdyby ktoś próbował nas przekonać, że smoki czy syrenki istnieją. Wyśmialibyśmy tę osobę, może powiedzieli "Halo, Houston, tu Ziemia, odbiór!", lecz wiary w jej słowa zabrakłoby.

Meghan Chase to nastolatka taka, jak milion innych - szesnastolatka (prawie), niewyróżniająca się z tłumu, typowa, zwyczajna. Mieszkająca wraz z mamą, ojczymem i przyrodnim bratem, żyjąca dniem dzisiejszym, ktoś powiedziałby "przeciętna do szpiku kości". I byłyby to w pełni trafne i uzasadnione słowa, gdyby nie fakt, że w krwi Meghan płyną geny ludzkie i elfie - jest mieszańcem, o czym dowiaduje się w dniu swoich urodzin. Okazuje się, że nic nie jest takie jak uważała - istnieje tajemna kraina Nigdynigdy, gdzie panują istoty z baśni - elfy, gadające koty, driady... A ona w jednej chwili zmuszona jest opuścić to, co znane i udać się do mrocznej krainy, by odzyskać swojego braciszka.

W swojej historii pani Kagawa przenosi czytelnika do sfery znanej jedynie ze wspomnianych bajek. Tworzy świat pełen wspaniałości, na pierwszy rzut oka piękny, lecz za delikatną osłoną jawiący się jako niebezpieczny i mroczny. Obecne jest również zderzenie sacrum z profanum - świat magii ściera się z przestrzenią technologiczną znaną nam dzisiaj, gdzie ta druga krok po kroku niszczy tę pierwszą. A tu jak łatwo się domyślić, musi wkroczyć Meghan, gdyż tylko ona może zapobiec zgubie i uratować Nigdynigdy przez zagładą. 

Cała opowieść sprawia wrażenie delikatnej, pełnej uroku i wdzięku, lecz w pewnym momencie ja miałam tego już powoli dosyć. Lubię, gdy autor ciekawie przedstawia swoje pomysły, lecz trzeba uważać, by nie przekroczyć granic, bo może zrobić się mdło. I w tym przypadku mam wrażenie, że Julie Kagawa za bardzo przesadziła z tą całą magią w pierwszej części swojej serii - mamy tu wątki nawiązujące do "Snu nocy letniej", "Alicji w krainie czarów", jak dla mnie to trochę "Zmierzchu" na dokładkę, co może spowodować lekki przesyt. 

Moim niezbyt miłym spostrzeżeniem jest fakt, że postacie są zbyt schematyczne w całej historii - Meghan to taka sierotka-Marysia, nielubiana przez większość, mająca jednego przyjaciela; Ash - mroczny, obojętny, od pierwszej chwili wzbudzający zainteresowanie u głównej bohaterki aż do zakochania się obojga; Robbie - przyjaciel z tajemnicą, starający ratować się ją przed złem i przestrzegający przed Ash'em. Oczywiście jest też Grimalkin - kot chadzający własnymi ścieżkami, wzbudzający ogromną sympatię i u mnie, może ze względu na wieczne riposty i kąśliwe uwagi, pojawianie się w krytycznych sytuacjach i za wieczne przysługi. 

To dopiero pierwsza część serii - na kolana mnie nie powaliła, choć muszę przyznać, że do najgorszych czytadełek to jej sporo brakuje. Na pewno przypadnie do gustu wszystkim przedstawicielkom płci pięknej, lubującym się w historiach zakazanej miłości osadzonych w baśniowym świecie, bo wątpliwe, by panów zainteresowało. Tak czy owak podsumowując w kilku słowach moje odczucia - nie żałuję, że przeczytałam, choć jakbym się z nią nie zapoznała, to dużo bym nie straciła. 

6 komentarzy :

  1. Czyli jest to kolejna historia powielająca schemat :) Myślę, że przypadnie do gustu młodziutkim czytelniczkom i tym, którzy jeszcze niewiele w życiu przeczytali. PS. Piękny wstęp do recenzcji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, taka typowa historyjka, ale dosyć miła w czytaniu. I dziękuję za pochwałę, bardzo się cieszę! :)

      Usuń
  2. Bardzo schematyczna historia, ale że ja lubuję się w magicznych opowieściach, to myślę, że mogłabym przeczytać i ten tytuł:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam aż wkońcu ta powieść trafi w moje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że nie okazała się być "wow", a jedynie przeciętną opowieścią.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się ta książka bardzo nie podobała ;d no strasznie nudna była, pomysł autorka miała fajny ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka