czwartek, 24 kwietnia 2014

"Szanowni czarodzieje, czas na zmiany, czas na magiczne równouprawnienie!"

Równoumagicznienie - Terry PratchettAutor: Terry Pratchett
Tytuł: Równoumagicznienie
Wydawnictwo: Prószynski i S-ka
Liczba stron: 200
Moja ocena: 6/10

Hokus pokus, czary mary, abrakadabra... wiele jest słów nierozerwalnie łączących się z magiczną kulturą. Świat czarów to kraina rządzona się własnymi prawami, gdzie władza sprawowana jest przez magów, czarowników czy czarnoksiężników. Ale gdzie w tym miejsce dla kobiet? Czyżby w Świecie Dysku panowała płciowa segregacja i magia nie była tym, czym powinny parać się białogłowy?

Świat Dysku to wymyślone uniwersum, na które składa się dysk dźwigany przez cztery słonie, natomiast one stoją na skorupie Wielkiego A'Tuina - żółwia, zauważalny jest zatem motyw zaczerpnięty z mitologii wielu ludów, co u Pratchetta nie jest nowością, gdyż w jego historiach wiele jest podobnych inspiracji, nawiązań lub parodii. W owym świecie panuje odmienna cywilizacja - owszem, są zwykli ludzie, lecz istnieją też czarodzieje, wiedźmy, trolle, wampiry, krasnoludy, driady, ŚMIERĆ, golemy... Wymieniać można w nieskończoność, gdyż całkiem spore zoo tam przebywa, przez co nigdy nie ma nudy, zwłaszcza, gdy chodzi o coś, co wyszło spod pióra Pratchetta.

Książka nie jest zbyt obszerna, jeśli porównywać ją z rozmiarami innych pochodzących z serii Discworld, różni ją także styl, w jakim jest pisana, jako że należy do jednej z pierwszych - ale o tym za chwilkę, najpierw pokrótce o samej fabule. Główna bohaterka to Esk, dziewięciolatka pochodząca z miejscowości Głupi Osioł, która przez przypadek odkrywa, że drzemie w niej Moc i wraz z pomocą babci Weatherwax próbuje ją rozwijać, lecz szybko okazuje się, że profesja czarownicy nie jest dla niej - dziewczyna oczekuje wielkich, spektakularnych magicznych przedsięwzięć, a w zamian za to otrzymuje jedynie rady na temat babcinej głowologii. Po pewnym czasie babcia dostrzega, że dziewczynka ma prawdziwy dar, którego nie powinno się zmarnować, więc jedynym wyjściem zostaje wycieczka do Ankh-Morpork, a dokładniej na muszkę zostaje wzięty Niewidoczny Uniwersytet. Szkopuł w tym, że magami zostać mogą jedynie mężczyźni, nie ma tam miejsca dla kobiet... Ale czy na pewno? 

Główna bohaterka nie przyciąga uwagi, mimo że to jej dotyczy główne zagadnienie, gdyż zostaje całkowicie zdominowana przez silny i wyrazisty charakter babci Weatherwax. Stara czarodziejka całkowicie zajmuje dla siebie całą scenę i nic w tym dziwnego - jej cięte odpowiedzi, specyficzne zachowania i wrodzony cynizm to coś, co skutecznie przyciąga uwagę czytelnika, sprawiając, że nie sposób nie zapałać sympatią do przemyślnej staruszki, która mimo wiedzy o magii woli praktykować swoją głowologię i sprytne sztuczki wykorzystujące rozum a nie czary, czym przyprawia dziewięciolatkę o zniechęcenie.

Tematem wokół którego kręci się cała historia jest równouprawnienie w świecie czarów, co przez pana Cholewę zostało sprytnie nazwane równoumagicznieniem. Pomysł ciekawy, jednak według mnie ma potencjał zmarnowany. Cała książka sprawia wrażenie, jakby Terry nie do końca wiedział, o czym chce pisać i jak to zrobić, dlatego wyszło jak na niego bardzo słabe czytadło - jest w nim humor, jest w nim ciekawy zamysł - ale wykonanie leży i kwiczy. Uwielbiam Pratchetta i jestem wielką fanką jego twórczości, lecz ta książka nie należy do jego popisowych utworów, a to bardzo przykre. 

Książka nie nadaje się do rozpoczynania przez nią przygody ze Światem Dysku, dlatego każdemu, kto chce się z nim zapoznać a jest nowicjuszem, radziłabym rozpocząć od czegoś innego, a tę historię zostawić na inną okazję. Szkoda by było zmarnować okazję do zaprzyjaźnienia z Pratchettem, gdyż mimo że nie jest to porażająco niski poziom, to jednak nie jest też w pełni zadowalający, a zostawiający nutę rozczarowania i niezaspokojenia. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka