niedziela, 27 kwietnia 2014

"Bez smutku nie zaznalibyśmy chwili radości."

Okładka książki Gwiazd naszych winaAutor: John Green
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Moja ocena: 6+/10

Jak wielu z nas zastanawia się nad chorobami? Czy potrafimy wyobrazić sobie sytuację, w której bylibyśmy uzależnieni od otaczających nas bliskich osób, skazani na ich łaskę i niełaskę? Czy łatwo jest utożsamić się z osobą, dla której ważne są najdrobniejsze i nieznaczne chwile, a każdy dzień życia może być tym ostatnim? Czy umiemy myśleć o śmierci? Wyobrażać sobie, że w jednej chwili żyjemy, cieszymy się, a w drugiej PSTRYK! i nas nie ma? Żyjemy jedynie w pamięci naszych bliskich, a gdy oni odejdą, to czeka nas zapomnienie. Czy jednak chcemy być skazani na bycie anonimowymi w historii świata?

Dla wielu rak to wyrok. Jest chorobą, na którą nie ma żadnego specyfiku, który dałby pewność, że chory wyzdrowieje. To przypadłość pełna szacunków, kalkulacji i statystyk - wciąż się słyszy o ilości szans na wyzdrowienie. Gorzej jednak, gdy trafia się do grupy, dla której przeznaczeniem jest śmierć i nie dane jest cieszyć się na nowo wszystkimi drobiazgami. Jak jednak być szczęśliwym, gdy ma się świadomość, że ciąży nad nami wyrok? Że ktoś w naszym imieniu podpisał na nas krzyżyk i zabrał nam możliwość decydowania o sobie? Tyle się mówi, że całe życie zależy od nas samych, a okazuje się, że to wcale nie jest prawda, a masowo wciskany ludziom kit, w który oni jak głupiutkie owieczki wierzą.

Szesnastoletnia Hazel to "efekt uboczny nieubłaganego procesu mutacji genowej", jak sama zwykła mówić o swojej chorobie. Nie potrafi samodzielnie oddychać, dlatego jej stałym towarzyszem jest wózek z butlą wypełnioną tlenem. Jest odmieńcem, ponieważ nie utrzymuje kontaktów z rówieśnikami, nie chodzi do szkoły i zamiast cieszyć się beztroskim nastoletnim życiem, dźwiga na swym wózku oprócz życiodajnego tlenu także wór własnych trosk. Uczęszcza na zajęcia dla grupy wsparcia, gdzie oprócz niej znajdują się dzieciaki także doświadczone przez los. To tam poznaje Augustusa i to tam odmienia się jej życie, ponieważ to wtedy odpowiada na wiele ważnych pytań, dotyczących egzystencji ludzkiej.

Osobą opisującą wszystkie wydarzenia jest Hazel. Jej język jest świeży, nieobce w nim są młodzieżowe zwroty i słówka, a wszystko otulone jest humorem i błyskotliwością. Dziewczyna potrafi szczerze patrzyć na świat - zdaje sobie sprawę, w jakiej jest sytuacji i nie chce, by mydlono jej tym oczy - zdaje sobie sprawę z ciągłej obecności śmierci, która niczym cień podąża za nią i czeka, by móc ją zabrać ze sobą. Rozumie, że nie będzie mogła prowadzić takiego życia jak inni ludzie - nie będzie mieć rodziny, domu, satysfakcjonującej pracy, lecz nie załamuje się tym, stara się korzystać z każdego dnia. Nie oczekuje litości, stara się każdego dnia być pogodną i z otuchą patrzy w przyszłość.

To, co może być wstrząsające dla czytelnika to bezpośredniość, z jak każda rzecz jest relacjonowana. Brak tutaj owijania przykrych momentów w przysłowiową bawełnę, lecz wszystko jest pokazywane otwarcie - nie ma wrażenia tabu, jakie pojawia się w innych książkach o tej tematyce. Przy czytaniu tej książki ciężko jest się nie wzruszyć, nie zasmucić, ale paradoksalnie i nie uśmiechnąć - wszystko otulone jest nutą nadziei, radości, ale i ma na celu pokazanie, czym tak naprawdę jest nasze życie oraz co jest jego celem.

Historia jest śliczna, ale... No właśnie, ale. Tchnie od niej przewidywalnością - czytelnik już na początku może przewidzieć, jak cała akcja się skończy, a ja nie lubię, gdy odbiera mi się przyjemność z tworzenia mnogości wersji zakończeń i próbowania przewidzieć, co się stanie w dalszej części. Łatwo jest się zanurzyć w tej książce i nie chcieć z niej wyjść, dlatego zdziwiona byłam, gdy spostrzegłam, że to "już koniec?", za szybko się kończy. To, co też jest mi drzazgą w oku to fakt, że jak na mój gust, ta opowieść jest zbyt ckliwa i zbyt przypomina mi jakieś melodramaty o miłości. 

Książka pisana była z myślą o młodzieży, co może sugerować styl, w jakim książka była pisana, dlatego starszym czytelnikom trudniej może być się w niej odnaleźć. Zestawia z sobą na zasadzie kontrastów najważniejsze uczucia i wartości, a także dotyka ważnej tematyki egzystencjalnej, która dotyczy każdego z nas, więc i każdemu z nas powinna w jakiś sposób być bliska. Porusza trudne kwestie i przekracza niektóre bariery, dlatego wywołuje łzy i smutek, a jednak nie mogę powiedzieć, że jest to książka pisana po to, by ciągle się smucić, lecz by przemyśleć swoje życie, a autor pomaga w rozstrzygnięciu, czy nasze losy leżą w naszych dłoniach, czy są zapisane w gwiazdach i nic nie da się w związku z tym zrobić.

2 komentarze :

  1. Bardzo ładnie to napisałaś i widzę, że podzielasz moje zdanie. Książka jest magiczna, przyjemną, ale nie oszukujmy się - to nie arcydzieło. Za to film chętnie obejrzę.
    PS. Nominowałam Cię do LBA
    http://lustro-rzeczywistosci.blogspot.com/2014/03/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje odczucia wobec tej książki są specyficzne. Już na początku przemknęło mi przez myśl takie zakończenia,a z czasem coraz bardziej utrwalałam się w przekonaniu,że tak będzie.Nie jest przewidywalne. To jeden z oryginalniejszych możliwych zwrotów akcji.

    W pewnej chwili myślałam,że coś ze mną nie w porządku,bo nie wzruszała mnie ta książka. A potem zaczęłam płakać i śmieć się jednocześnie.Dobry humor,sympatyczni bohaterowie i przyjemny styl. jednak obyło się bez ''wow,rewelacja!''.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka